KORDIALNE

Pełna wersja: Pink Floyd
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Dziwne, że nie ma tu wątku na temat tej grupy. To kolejny zespół, którego jestem oddanym fanem, po King Crimson i Black Sabbath (ten akurat ma swój wątek). Słowo fan zobowiązuje i dlatego nie używam go przesadnie często. Uwielbiam bardzo wielu wykonawców, ale mogę nazwać się fanem tylko trzech powyższych. Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że o tych trzech kapelach wiem prawie wszystko i słyszałem prawie wszystko.

Więc Pink Floyd, zespół który kreował mody i zrewolucjonizował tzw. muzykę popularną niemal w taki sam sposób jak The Beatles. Wielki zespół i wielcy muzycy o ogromnej wyobraźni, dla których nie było granic nie do przekroczenia. Twórcy największej płyty wszech czasów "Dark side of the moon", która spędziła na liście Billboardu nieprzerwanie 14 lat! Nie udało się to nigdy żadnej płycie płycie w całej historii fonografii. Grupa mająca miliony fanów na całym świecie, co może dziwić, bo wcale nie nagrywają muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, a pomimo to sprzedają niewyobrażalne wręcz ilości swoich płyt.
Administracja pozwala na wrzucenie tylko dwóch filmików do jednego posta. No i jak tu wybrać te dwa utwory, które najlepiej reprezentowałyby tę grupę? Coś z "Ciemnej strony Księżyca"? A może z "The Wall"? Ale co wtedy z "Wish you were here"? A jeszcze jest okres z Barrettem, skład bez Watersa, etap psychodeliczny, "Atom heart mother", "Ummagumma"... Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ten wątek Was zainteresuje i poniżej pojawią się wszystkie perełki tej grupy, na które zabrakło miejsca w poście inauguracyjnym. A ponieważ tylko dwa filmiki, więc dwa największe przeboje zespołu (ależ dziwnie brzmi słowo "przebój" w powiązaniu z Pink Floyd).

"Wish you were here":



"Another brick in the wall part II"

Disco polo.
Jest jedna piosenka, którą lubię, za słowa, na nie też zwracam, są ważne dla mnie.

Jest taka piosenka we mnie, zna ją kto poznał wędrówki smak, w mieście jej szukam nadaremnie,
w lesie zanuci, ją każdy ptak.
Tyle jest mocna, ile jest słaba, tyle co we mnie poza mną, niczyja, jak ten wiatr w konarach,
choć nieraz ją czuje wiele serc
Widzę ją, kiedy oczy zamykam, słyszę ją, kiedy cisza trwa.
Bo to jest taka moja muzyka, co im ciszej tym ładniej mi gra...(..)

Klasyka, to od Konkursu Chopinowskiego, od wygranej Kristiana Zimmermana. "Larghetto", to niebo.
No i rock, też. I też on z klasyki wynika. To emocje, słowa, treść i przekaz. To kocham.

Pinki- ten utwór zespół poświęcił przyjacielowi, który nie uniósł ciężaru sławy.

(24-03-2020, 18:48)polliter napisał(a): [ -> ]Dziwne, że nie ma tu wątku na temat tej grupy.

A jednak jest założony w 2014 roku, aczkolwiek brak zainteresowania: http://kordialne.pl/thread-811.html?high...Pink+Floyd
Ups... Widocznie przeoczyłem. Sorki.
Cytat:Pinki- ten utwór zespół poświęcił przyjacielowi, który nie uniósł ciężaru sławy.


Tak, chodzi o Syda Barretta, pierwszego lidera zespołu. Członkowie grupy bardzo próbowali mu pomóc, ale jego nałóg narkotykowy i postępująca choroba (schizofrenia) były silniejsze. Wywalili go z zespołu, chociaż go kochali, ale nie mieli innego wyjścia, jeśli chcieli nadal grać i rozwijać się. Nie mogli mieć w składzie kogoś, kto praktycznie przestał tworzyć, na koncertach tylko stał ućpany na scenie, raz po raz uderzając piórkiem struny. Przez krótki czas byli kwintetem, bo musieli zatrudnić Gilmoura, który odgrywał i odśpiewywał partie Barretta na koncertach. Na dłuższą metę sytuacja stała się nie do wytrzymania i, po prostu, musieli go wyrzucić z kapeli, by móc funkcjonować normalnie jako zespół. Nie zmieniło to ani trochę ich przyjaźni (tzn. Barrett oczywiście się obraził, ale pozostali członkowie wciąż go kochali i próbowali mu pomóc).
Co ciekawe, podczas nagrywania płyty "Wish you were here" Barrett pojawił się w studiu, a muzycy nawet go nie rozpoznali! Był praktycznie łysy, gruby, z wygolonymi brwiami. Z przystojnego chłopaka, który nie mógł opędzić się od dziewczyn, został właściwie wrak człowieka. Gdy muzycy w końcu go rozpoznali, po prostu się popłakali. Cóż za przewrotny zbieg okoliczności - nagrywając utwór poświęcony swojemu przyjacielowi, ten pojawia się w studiu, a oni go nie rozpoznają. Strasznie smutna sytuacja...
Skoro już jesteśmy przy Barrecie to przypomnijmy sobie początki Pink Floyd:

Bez żadnych moich słów, tylko Sorrow.
Muzyka, obraz treść i przekaz.
Jeśli o mnie chodzi to The Wall to płyta która najmniej mi podeszła. Lubię tylko kilka piosenek. To już według mnie inna muzyka niż na wcześniejszych płytach. Bardziej rockowa. Co kto lubi.
Najlepsza płyta dla mnie to Animals, potem Meedle.
Ja nawet, gdyby mnie przypiekali na wolnym ogniu, nie potrafiłbym wskazać najlepszej płyty. Prędzej wskazałbym te, których nie lubię, chociaż to też nie byłaby prawda, bo są całkiem niezłe, tylko nie wytrzymują porównania z pozostałymi płytami. Odstają od reszty, moim zdaniem oczywiście, "More" i "Obscured by clouds", ale pewnie dlatego, że w założeniu miały to być soundtracki z filmów. Może i nie tak doskonałe, ale i tak całkiem niezłe:



Dla mnie najgorsze zawsze było Final Cut, nawet nigdy mi się nie chciało tego słuchać w całości. To już bardziej było solowe Watersa przynudzanie.
(27-03-2020, 19:19)bonaparte napisał(a): [ -> ]Dla mnie najgorsze zawsze było Final Cut, nawet nigdy mi się nie chciało tego słuchać w całości. To już bardziej było solowe Watersa przynudzanie.

A tak, nawet jest takie powiedzenie, że to najgorsza płyta Pink Floyd, a najlepsza Rogera Watersa.
Osobiście bardzo lubię smędzenie Watersa, nawet wolę jego solowe dokonania od płyt Pink Floyd bez niego. Nagrał fantastyczną płytę "Amused to death", lepszą niż "A momentary lapse a reason" Floydów. Ale to tylko moje zdanie i kwestia gustu. Po prostu lubię jego smętne, dołujące teksty i depresyjną muzykę. Facet jest po traumatycznych przeżyciach, do tego kawał drania, ale go lubię, sam nawet nie wiem dlaczego, tak już mam i mnie samemu trudno wytłumaczyć skąd ta moja słabość do Watersa.  ubawa2


Stron: 1 2