Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wkurzające zakupy?
Istotną kwestią dla mnie jest to, jak dany produkt jest pakowany, bo na przykład, gdy kupuję mięso i ekspedientka, po zapakowaniu, "zamyka" torebkę MOJĄ CENĄ, którą muszę uiścić, to szlag mnie trafia z nieumiejętności takiej sprzedawczyni. Cena nie służy do zamykania torebki i nie wiem czy kojarzycie co mam na myśli. To jest jakby, że torebka foliowa, w które zapakowane jest mięso i zważone przez ekspedientkę, to ten wskaźnik wagi i cena za tę wagę produktu, często lub prawie zawsze, naklejana jest u góry takowej torebki przez ekspedientkę, w ramach jakby chęci zamknięcia torebki. Boi się, że odgryzę kawałek i zapłacę za mniej ważący produkt? A może że kawałek wezmę i schowam do kieszeni? Tak jak by nie było można, zwyczajnie zawiązać torebkę a cenę nakleić z boku. Poza tym, kupuję zawsze, większą ilość i jak mam u góry naklejoną taką naklejkę, to przy otwieraniu, chcąc, nie chcąc, torebka się rozerwie, przeważnie i już nie nadaje się do dalszego użytku i muszę wymienić na nową w domu aby dany produkt był nadal zafoliowany, bo przecież nie zeżrę wszystkiego na raz!

I takie coś, z punktu widzenia klienta, powoduje że się wściekam.
Cytuj
Grażyny kłòcące się ze sklepowymi o byle co.
Cytuj
Inny przykład to ustawienie koszy tych większych, na kółkach. Jak na złość, zaraz przy bramce, ustawione
są różne skrzynki i nijak idzie wejść z koszykiem. Zwróciłam kilka razy uwagę ale bez skutku. Jedna, powiedziała
abym szła dookoła, no co za absurd!
A potem, postawiły kosze zaraz za bramką a jak ja wzięłam kosz z innego miejsca, to te wszystkie, musiałam
pchać do przodu aż mi na pół sklepu się rozjechały. Dwa pierwsze poprawiłam a resztę zostawiłam, bo się
wkurzyłam. Niech myślą co robią i jak ustawiają a wystarczyło skrzynki z 10 cm przesunąć.
Cytuj
W małych sklepach z lekka irytujący są widzowie,którzy z braku lepszego zajęcia nic nie kupując stoją przy ladzie z zaciekawieniem wertując klienta i jego zakupy.
I jeszcze odważanie większej ilości produktu niż zamawiana(nigdy mniejszej),bo"jak już się tyle ucięło...".
Takie przybytki odwiedzam tylko kiedy naprawdę muszę.
Cytuj
A co powiecie o kasjerkach w marketach, które nie czekają, aż się poprzedni klient spakuje, tylko na szybkiego kasują następnego mieszając wszystkie produkty i uniemożliwiając spakowanie temu następnemu?
Cytuj
Próbuję pomóc bidulom zapracowanym oddzielając przedramieniem własne zakupy od poprzednika.
Zawsze mówię pierwszy dzieńdobry im.
Cytuj
Też nie lubię jak etykietą wagową zaklejają worek. Z koszykami nie mam problemu, bo biorę małe.
Na takie Grażyny i erotomanów nie ma rady. Ostatnio byłam światkiem jak klienta skomentowała zimne dłonie kasjerki, że niby ktoś ją słabo grzeje. dashi
Z krojeniem raczej nie mam problemu, kupuję niewiele, ale zauważyłam jedną zasadę. Jak człowiek powie ile chce, to ukroją przeważnie dobrze, ale jak mówię, że chcę 20 plasterków, to jakby mogła, plaster miałby grubość 1 cm. Nie zawsze też ekspedientka "usłyszy", że plasterki mają być cienkie.
Z czekaniem aż klient spakuje zakupy, różnie bywa. Przeważnie czekają lub spychają zakupy (dając do zrozumienia żeby szybciej się zbierał), ale bywa jak napisał jozekkg.
Denerwują mnie komentowanie, że biorę "śmierdzący" ser albo, że biorę tylko cztery ziemniaki.
Cytuj
Najbardziej irytującym jest,nie tylko w sklepach,że nastała jakaś moda na przemiał pracowników.Potrzymać trochę na głodowych stawkach i wyrzucić,albo sami pójdą.
Zamiast wyłowić i zainteresować materialnie najlepszych.
Cytuj
Post robota nasunął mi jeszcze jeden problem. Jest nim brak znajomości sprzedawanego asortymentu przez obsługujących dane działy.
Spotkałem się z tym np. w marketach budowlanych. Jak zadasz jakieś konkretne pytanie to gość robi z przerażenia oczy wielkie jak talerze i niemal chciałby uciec, żeby tylko nie odpowiadać, że nie wie...
Cytuj
O jak ładnie rozwinęliście różne kwestie, do których też dorzucę swoje trzy gorsze. icon_e_biggrin

To tak po kolei...

Nie cierpię jak cokolwiek jest grubo krojone a jak będę chciała zjeść grubsze, to położę dwa plasterki, to
jest moim zdaniem logiczne a oni robią tak aby na siłę te parę deko wcisnąć.
Ja i tak najczęściej, nie kupuję w dekagramach czy w plastrach, tylko w ilościach, czyli przykładowo, nie
10 dkg wędliny, tylko całą, zapakowana, bo mam pewność, że jest świeższa od tej już krojonej.

Co do towaru przy kasie, w Gamie, tu gdzie najczęściej teraz robię zakupy, już je nauczyłam, jak mają to robić. icon_lol
Zawsze, przekładają na koniec(nazywam to zsypem), tak normalnie, dla każdego ale u nich, jest tak, że aby
do tego końca się dostać, to trzeba nie lada wyczynu, bo zagradzają klienci z drugiej kolejki i witryny ustawione
zaraz przy kasie. A ja nie mam zeza czy rozdwojonych gałek ocznych abym mogla obserwować to, co ona nabija
na kasę i razem żeby obserwować na dwa metry dalej, co dzieje się z moimi produktami w zsypie, gdzie żule już tylko czatują
a więc nauczyłam, że jak ja kupuję, to wpierw, wszystko wyładowuję na ladę przy kasie(nie ma taśmy) i potem ona kasuje
a ja z powrotem, wrzucam wszystko do koszyka. Wtedy, nie sterczę długo przy kasie nawet z ogromnymi zakupami, tylko
odjeżdżam wózkiem gdzieś na bok. Nowe ekspedientki, czasem tego jeszcze nie wiedzą ale po jednym razie zapamiętują, bo na
szczęście, jestem tam jak honorowy klient o czym wielokrotnie, publicznie szefowa informowała wszystkich icon_lol
Problem pojawia się, gdy jestem w innym sklepie.

Wszelkie komentarze ekspedientek, puszczam mimo uszu, bo nie przyszłam dyskutować, tylko zakupy robić a przez
takie gadanie, to mogę połowę rzeczy nie zabrać... no chyba, że o to im chodzi.

Do ciągłej zmiany pracowników, nie wiem, może przywykłam a może jest mi to bez znaczenia, aby tylko sklepowa
robiła to, co do niej należy. icon_e_smile A zmieniają się rzeczywiście bardzo często, w ciągu niespełna roku, w jednym sklepie,
widziałam już chyba z 20 nowych ekspedientek, których i tak już nie ma.
I masz rację Robociku, za łatwo wszystkiego chcą, kasy i nic nie robić ale, myślę, że w dzisiejszych czasach, to i szefostwo
może być różne.Także więc, nie wiem gdzie akurat tkwi problem, w nowych ekspedientkach czy w szefostwie a prawdy
raczej nigdy się nie dowiemy.
Ja wiem na swoim przykładzie z młodych lat, jak widziałam wszelkie oszustwa i kombinacje i sama zrezygnowałam z takiej
pracy, bo nie byłam w stanie oszukiwać ludzi a i pewnie, wcześniej czy później i tak by mnie stamtąd wygryzły "stare wygi", bo
sprzedawałam nie to co trzeba(świeże a nie stare). Teraz za to, jestem bardzo czujna co kupuję.

O jena! To akurat problem Józiu, na skalę chyba całej Polski albo i świata. icon_e_biggrin
Przykład: Nie mogę jeść teraz, nawet jak bym chciała, mięsa wieprzowego(podjadam czasem ale staram się unikać)
no i pytam się ekspedientkę, jaki jest skład "tej" wędliny. Ona mówi: "nie wiem ale zaraz zobaczę na zapleczu, może
mają jeszcze opakowanie". No i czekam sobie a ona poszła grzebać chyba w śmieciach... Wraca po kilku minutach
i mówi, że niestety ale nie ma już opakowania. No to ja do niej tak: To jak może pani, sprzedawać coś, czego pani
nie zna zawartości czy składu? Nic nie odpowiedziała, tylko buraka walnęła.

Innym razem, zapytałam się, czy bywa u nich kiedy masło, które ma 100% masła w maśle.
"Pani kochana, a kto by takie masło kupił, one pewnie z 30 zł by kosztowało"... nosz kuźwa! Ja bym kupiła!
Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości